W przeciwnym kierunku



Koreańska Republika Ludowo Demokratyczna to bodaj najbardziej hermetyczne państwo świata. Niewiele wiadomo o tym, co dzieje się na jej terytorium a blokada informacyjna utrzymywana przez rządzącą w Phenianie rodzinę Kimów, pomimo rozwoju nowoczesnych technologii informacyjnych, wciąż zdaje się spełniać swoje zadanie. Jednym z niewielu źródeł informacji o sytuacji w tym kraju są uciekinierzy, o których raz na jakiś czas donoszą światowe media. Najczęściej są to przypadki ludzi, którzy nielegalnie przekraczają granicę koreańsko – chińską a następnie ogromnym wysiłkiem docierają do południowokoreańskich placówek dyplomatycznych, prosząc o azyl polityczny. Rzadziej słyszy się o dyplomatach północnokoreańskich, którzy decydują się poprosić o ochronę w krajach, w których pełnią misję.

A czy zdarzały się ucieczki w drugą stronę? Czy historia zna przypadki osób, które z wydawałoby się dostatniego świata „zachodniego” zdecydowały się pójść w przeciwnym kierunku?

15 sierpnia 1962 r., na jednym z posterunków rozlokowanych wzdłuż linii demarkacyjnej, żołnierze północnokoreańscy dostrzegli zbliżającą się sylwetkę człowieka. Szedł on od strony pola minowego, wyznaczającego granicę między zwaśnionymi częściami półwyspu. Był to młody mężczyzna w wojskowym mundurze, niewątpliwie amerykańskim.  Na jego twarzy widać było strach, podkreślony kroplami potu. W pierwszym odruchu Koreańczycy chcieli go zabić, jednak dowódca zorientował się w porę, że sytuacja z którą mają do czynienia jest niestandardowa.  Jeniec został przetransportowany do stolicy, gdzie był długo przesłuchiwany.

Żołnierz ten nazywał się James Joseph Dresnok, miał 21 lat i był szeregowym armii amerykańskiej. Jego dotychczasowe życie nie należało ani do lekkich, ani udanych. Urodzony w mieście Richmond w południowym stanie Virginia, w wieku dziesięciu lat został sierotą. Jego rodzice rozwiedli się, z matką i młodszym bratem nigdy  już się nie zobaczył a jego ojciec wkrótce także zniknął z jego życia, umieszczając go w rodzinie zastępczej. Potem Dresnok został wyrzucony z liceum i w wieku 17 lat wcielony do wojska. Odbył dwuletnią służbę w Niemczech. Gdy po powrocie dowiedział się, że jego żona opuściła go dla innego mężczyzny, ponownie wstąpił do armii i został (już jako starszy szeregowy) wysłany do Korei, by pełnić służbę w jednostce pilnującej granicznej strefy zdemilitaryzowanej. Niestety, problemy wciąż go prześladowały. Za sfałszowanie podpisu na przepustce w celu udania się na nocne hulanki, został postawiony w stan oskarżenia i miał stanąć przed sądem wojskowym by odpowiadać za bezprawne opuszczenie jednostki. Wtedy podjął najważniejszą decyzję w swoim życiu. „Miałem dość mojego dzieciństwa, małżeństwa, służby wojskowej, wszystkiego. Byłem skończony. Miałem tylko jedno wyjście. W południe 15 sierpnia, w blasku słońca, kiedy wszyscy jedli obiad, wyruszyłem w drogę. Tak, bałem się. Czy będę żył, czy zginę? Gdy wszedłem na pole minowe zacząłem się pocić. Przeszedłem je jednak. To była droga do nowego życia.” – tak po 44 latach od tego wydarzenia zrelacjonował je dwóm brytyjskim dokumentalistom, którym udało się do niego dotrzeć.

Władze Korei Północnej od razu zorientowały się, że dezerter jest cennym nabytkiem. Wkrótce poznał innego amerykańskiego zbiega – szeregowego Larry’ego Abishera. Potem dołączyło do nich jeszcze dwóch – kapral Jerry Parish i sierżant Charles Jenkins. Cała czwórka od razu zaczęła być przez władze Korei Północnej intensywnie wykorzystywana propagandowo. Zdjęcia uciekinierów pojawiały się na okładkach prasy a nagrania na których wychwalają raj do którego trafili, skierowane do amerykańskich żołnierzy, były emitowane przez głośniki ustawione na granicy.

Zbiegów łączyło jedno – wszyscy byli w przeszłości wyrzucani ze szkół. Każdy z nich uciekał. Jednak prawdopodobnie żaden z nich nie myślał za bardzo o tym dokąd ucieka, a raczej od czego ucieka. I szybko zorientowali się, że ich egzystencja po drugiej stronie barykady nie będzie różowa.

„Inne zwyczaje, inna ideologia. Wrogie spojrzenia na ulicy. Nie chciałem tu zostawać, nie sądziłem, że kiedykolwiek się przystosuję.” – wspomina po latach Dresnok.

Po czterech latach cała czwórka złożyła wnioski o azyl w ambasadzie radzieckiej w Phenianie. Zostały one natychmiast odrzucone, a dyplomaci radzieccy od razu przekazali Amerykanów miejscowym władzom. Dezerterzy zostali poddani procesowi intensywnej reedukacji, który przynajmniej w przypadku Dresnoka, odniósł zamierzony skutek. Wiedząc, że ucieczka nie wchodzi już w rachubę, postanowił dostosować się do nowego otoczenia.

Od 1978 r. Dresnok zaczał występować w filmach północnokoreańskich, min. w dwudziestoczęściowym serialu pt. „Bezimienni bohaterowie”, gdzie wcielił się w rolę brutalnego amerykańskiego komendanta obozu jenieckiego o imieniu Arthur (jego koreańscy znajomi zaczęli się tak do niego zwracać). Stał się sławny a nastawienie miejscowej ludności wobec niego uległo poprawie (sam Dresnok twierdzi, że nie traktował tej produkcji jako filmu propagandowego). Oprócz tego przetłumaczył część prac wielkiego wodza Kim Il Sunga na angielski. Ponadto, w Korei Północnej Dresnok odnalazł to, czego w USA nigdy nie miał – rodzinę. Najpierw poślubił Rumunkę Todię Bumbea, z którą ma dwóch synów – Theodora Ricardo i James’a Gabriela. Kobieta wg oficjalnej wersji była pracowniczką rumuńskiej ambasady, jednak niektórzy podejrzewają, że została porwana przez wywiad Korei Północnej, specjalnie dla Dresnoka (w 2007 r. rumuńskie MSZ wysłało pismo do władz w Phenianie z prośbą o przedstawienie okoliczności przyjazdu Bumbei do KRLD – pozostało ono bez odpowiedzi).  Niestety, umarła młodo na raka płuc. Dresnok ożenił się ponownie, tym razem z córką Koreanki i dyplomaty z Togo. Miał z nią jeszcze jednego syna.

Obecnie rodzina mieszka w małym mieszkaniu w Phenianie i dostaje od państwa comiesięczny zasiłek. Dresnok otrzymywał racje żywnościowe nawet w trakcie w trakcie głodu w latach 1994 – 1998 r. W rozmowie z brytyjskimi filmowcami sam wyraził zdziwienie, że gdy umierało wielu Koreańczyków, rząd nie pozwolił umrzeć Amerykaninowi.


Życie Dresnoka znaczy monotonia. Z rzadka wygłasza wykłady ale jego głównym zajęciem jest wędkarstwo, jak sam mówi, wyłącznie dla zabicia czasu. Czasami publikuje krótkie wypowiedzi na Twitterze. Jego stan zdrowia jest zły i pomimo, że jak sam twierdzi „chodzi do lekarza gdy ma taką potrzebę”, ciągle się pogarsza. Jest to spowodowane nadużywaniem tytoniu i alkoholu. Jednak  w rozmowie z brytyjskimi filmowcami, Dresnok skwitował swój los: „Czuję, że jestem u siebie, że mam dom. Nie zamieniłbym tego na nic”. Zapytany o północnokoreański program atomowy, odpowiedział krótko: "Jeśli Ameryka zaatakuje, będziemy gotowi."

Jerry Parish i  Larry Abisher dożyli swoich dni w Korei Północnej. Pierwszy poślubił kobietę z Libanu, z którą miał trzech synów. Zmarł w 1998 r., podobno z przyczyn naturalnych (niewydolność wątroby). Drugi ponoć otrzymał od rządu koreańskiego kobietę, która miała pełnić rolę jego partnerki i rzekomo była bezpłodna. Jednak po latach bezdzietnego małżeństwa zaszła w ciążę i została mu odebrana. Potem otrzymał jeszcze jedną żonę – Dresnok twierdzi, że była ona Koreanką natomiast Jenkins, że tajską prostytutką, która wcześniej przebywała w Makau.

Inaczej potoczyły się losy czwartego ze zbiegów, sierżanta Charles’a Roberta Jenkinsa. W trakcie nocnego patrolu na terytorium KRLD, oddał się w ręce wroga, ponieważ bojąc się śmierci liczył, że trafi do ZSRR i przy okazji najbliższej wymiany jeńców bezpiecznie wróci do USA (armia amerykańska twierdzi, że Jenkins ujawnił ten zamiar w czterech listach - żaden z nich się nie zachował a on sam zaprzecza aby je napisał). Nie spodziewał się, że będzie dla Koreańczyków tak cenną zdobyczą. Niemal od razu pożałował swojej decyzji. Propaganda północnokoreańska obwieściła, że sierżant armii amerykańskiej przeszedł na stronę KRLD i puściła w eter jego rzekome oświadczenie (wygłoszone nienaturalnym angielskim, co każe sądzić, że było ono spreparowane). Potem, przez długi czas nie było żadnych informacji nt. losów zbiega (rodzina utrzymywała, że został porwany). W 1982 r. jego pojawienie się na planie wspomnianego serialu "Bezimienni bohaterowie" uświadomiło władzom amerykańskim, że Jenkins żyje. W 1980 r. „otrzymał” od władz Korei Północnej żonę – 21 letnią Hitomi Soga, studentkę z Japonii. Wraz z matką została ona porwana przez wywiad północnokoreański w celu przeszkolenia na przyszłego szpiega. Losy matki Hitomi są nieznane, ona sama ma z Jenkinsem dwie córki – Robertę Mikę i Brindę Carol. W 2002 r., gdy Kim Dzong Il przyznał oficjalnie, że wywiad północnokoreański porywał obywateli Japonii, zostały umożliwione wizyty porwanych w ojczyźnie, w celu spotkania z rodzinami.  Początkowo rodzina Jenkinsa nie skorzystała z propozycji, obawiając się, że władze w Phenianie testują ich lojalność. Jednak po otrzymaniu gwarancji bezpieczeństwa od rządu japońskiego, zdecydowali się wyjechać. W 2004 r., Jenkins pod pretekstem konieczności udzielenia mu specjalistycznej opieki medycznej, dotarł do Japonii przez Indonezję. Tam udał się do amerykańskiego posterunku wojskowego Camp Zuma, i podał się do raportu, salutując zgodnie z amerykańskim regulaminem wojskowym. Jak sam przyznał, chodziło mu o to aby uspokoić sumienie. Stanął przed sądem wojskowym (występując w mundurze armii amerykańskiej), został skazany na symboliczną karę 30 dni aresztu a następnie zwolniony po 6 dniach za dobre sprawowanie. W wyniku niuansów formalnych, zachował nawet prawo do noszenia części odznaczeń. W 2005 r. wraz z córkami odwiedził ojczyznę i spotkał się ze swą 91-letnią matką w rodzinnej Północnej Karolinie. W 2008 r. otrzymał prawo stałego pobytu w Japonii. Deklaruje, że chce w tym kraju dożyć swoich dni i będzie się ubiegać o jego obywatelstwo.

Jenkins napisał wspomnienia, najpierw wydane w języku japońskim a następnie w angielskim, pt. „The Reluctant Communist” (niechętny komunista).  Opisuje w nich relacje między zbiegami. Przedstawia Dresnoka w negatywnym świetle, zarzucając mu, że wspólnie z Parishem gnębili jego i Abishera. O samym Dresnoku pisze, że regularnie donosił na swoich towarzyszy koreańskim opiekunom, a autora relacji wielokrotnie bił na ich polecenie, czerpiąc z tego przyjemność (okazywał nawet bliznę będącą pamiątką po swoim koledze). Sam Dresnok w rozmowie z brytyjskimi dokumentalistami kategorycznie zaprzeczył tym oskarżeniom, twierdząc, że liczne zwady między zbiegami były niczym innym jak pijackimi burdami. Wyjazd Jenkinsa z Korei skomentował krótko: "Bye-bye, baby! Who cares?".

/pisząc korzystałem z: http://www.cbsnews.com/news/joe-dresnok-an-american-in-north-korea/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz